Cart

Tajlandia

Wycieczka do Tajlandii – czyli „Bangkok i okolice z Koh Chang”.

Zdjęcia i linki do filmów na końcu artykułu.

Termin: styczeń 2020r.

Trasa przejazdu: Bangkok. Rzeka Kwai. Pattaya. Wyspa Koh Chang.  

Organizator: Biuro Podróży Ecco Travel. Sprzedaż wycieczki: Biuro Podróży „My Tours” z Lęborka – mytours.pl

Stwierdziliśmy, że jedna wizyta w Bangkoku była niewystarczająca dlatego wróciliśmy po zaledwie dwóch miesiącach. Pierwszy pobyt w Bangkoku skoncentrowany był na zwiedzaniu. Drugi na chłonięciu uroków miasta. I to jeszcze nie koniec. Do Tajlandii, z tym że na wyspy, na pewno wrócimy. Ale przed nami jeszcze Sri Lanka, Mjanma i Laos.

Wracając do Polski mieliśmy okazję poznać pana Łukasza, który od lat dzieli czas pomiędzy Tajlandię i Polskę, i którego kompozycje, nie wiedząc o tym, niejednokrotnie słyszeliśmy. Od tamtego dnia zaczęliśmy baczniej zwracać uwagę na muzykę filmową.

Przekroczenie granicy: Wylot z Warszawy. Przewoźnik Qatar Airlines z przesiadką w Doha w Katarze (3 godz.). Czas przelotu   11 godz. Jak to w Qatar Airlines w klasie ekonomicznej catering i alkohol w cenie biletu. Po niewielkiej dopłacie kilku tysięcy złotych do klasy business/premium linie lotnicze oferowały maksymalne dopieszczenie klienta. Lądowanie na lotnisku Don Muang (Old Bangkok). Wylot z lotniska międzynarodowego Suvarnabhumi.

Nauczeni doświadczeniem szybko poradziliśmy sobie z formularzem wjazdu na lotnisku w Bangkoku. Taki skrócony życiorys oraz nr tel, nr email, w jakim celu, jak długo, miejsce pobytu, zasobność portfela i takie tam. Oczywiście to samo przy wyjeździe z Tajlandii. Na nic to się zdaje ale takie mają procedury. Jeszcze chwila na skaner odcisków palców, zgłoszenie rozerwanej walizki i już jesteśmy w Bangkoku.

Za uszkodzoną walizkę Qatar Airlines zaproponował 50$ w gotówce ale do odbioru przy odlocie. I wypłacili, z tym że w walucie miejscowej czyli w Batah o czym nie poinformowali podczas zgłoszenia. Takie małe, celowe zapomnienie z ich strony :/

Wiza: dla obywateli Polski wiza nie jest konieczna na wjazd do Tajlandii i pobyt turystyczny do 30 dni. Termin pobytu może być zmienny w zależności od granicy, którą przekraczamy wjeżdżając do Tajlandii (państwa sąsiadujące).

Tajlandia: państwo w południowo-wschodniej Azji. Graniczy z Laosem, Kambodża, Malezją, Mjanmą (Birma), Morzem Południowo-chińskim.  Do 1949  państwo nosiło nazwę Syjam. Największymi wyspami są: Phuket, Ko Samui, Koh Chang.

Większe miasta: Bangkok – stolica. Nonthaburi. Pak Kret. Hat Yai. Pattaya (nie za duże ale ważne: Walking Street :)

Ważne/Znane osoby: oj słabo: Tony Jaa: aktor filmów z serii krew, pot i łzy. Zagrał w niszowym filmie dla wielbicieli sztuk walki a’la Jean Claude Van Damme tj: Ong Bak (w latach ‘90 oglądało się takie filmy).

Język: tajski. Niestety miejscowi słabo mówią po angielsku, ale nie utrudnia to komunikacji ponieważ obcokrajowcy także słabo mówią po angielsku. W hotelowych recepcjach obsługa w miarę sprawnie posługuje się j. angielskim jednak z tajskim akcentem znacznie zniekształcającym  wymowę. Jak umiesz się uśmiechać i pokazywać rękoma oraz znasz podstawowe zwroty czyli "ok", "drink", "beer" to się dogadasz. Żeby tuk-tukiem wrócić do hotelu wystarczy okazać kierowcy hotelową wizytówkę.  

Życie i codzienność: Mili ludzie. Soczyste owoce, pyszne jedzenie i alkohol w miarę przystępnej cenie. Temperatura powyżej 30oC czyli wystarczy t-shirt, spodenki i klapki. Piękne wyspy, piaszczyste długie plaże i niemal gorąca woda w morzu. Tajski masaż. Pattaya. Walking Street. Red Light District. Tuk Tuk. To wszystko tylko 11 godzin lotu z Warszawy. Nie dziwi więc fakt, że Tajlandia, szczególnie tajlandzkie wyspy jest najchętniej wybieranym azjatyckim krajem na kilkudniowy odpoczynek, który dla niektórych przedłużył się do kilku lat.

Przy okazji pobytu w jakimś kraju staramy się poznać chociaż namiastkę jego historii, która często nieodłącznie związana jest z kultem jednostki, hołubiącej tyranii i dyktaturze w imię dobra dla ludu. Tajlandia jest jednym z nielicznych państw, które szczęśliwie ominął ten los. Oczywiście była targana wewnętrznymi politycznymi konfliktami i uwikłana w ościenne wojny. Zdarzył się nawet zamach stanu. Ale pod względem martyrologii została oszczędzona. Widocznie jak popiją to nie są tak skłonni do bójki. Za gorąco. Szczęściem dla Tajlandii, że została tak bardzo rozreklamowana jako kraj bardzo przyjazny turystyce i tani. Po części się zgadza, tak było, ponieważ aktualnie Tajlandia broni swojej niezależności i wprowadza coraz większe ograniczenia. Kto chciałby być postrzegany tylko przez pryzmat nagiej rozrywki i taniego jedzenia. Jesteś turystą lub inwestorem z zasobnym portfelem  albo masz pożądany w Tajlandii zawód to chętnie zapraszamy a backpackersom powoli dziękujemy. Przynajmniej oficjalnie. Red Lights zawsze przyciąga pieniądz dlatego w Tajlandii takie dzielnice były, są i zapewne będą. W Bangkoku na jednym z wejść do Red Light District jest nawet posterunek policji. Po przekroczeniu „cienkiej, czerwonej linii” wchodzimy do świata cielesnych uciech. Tylko trzeba pamiętać o tej cienkiej linii. Właśnie dlatego w Tajlandii pożądani są zachodni turyści z zasobnym portfelem, którzy się zapominają. Korzystając z usług czasami naprawdę trzeba się dobrze przyjrzeć żeby nie obudzić się w objęciach trzeciej płci. Albo co tam, raz się żyje, „ a żeby życie miało smaczek, raz dziewczyna raz chłopaczek”.  A ten kto nie pracuje w sex-branży i nie miał szczęścia w życiu to pracuje głównie w usługach okołoturystycznych, pcha wózek i sprzedaje jedzenie na ulicy albo dosłownie żyje w sieci sklepów 7leven lub stara się zarobić walcząc w Muay Thai.  Na szczęście w Tajlandii na wszystko jest popyt i nikt nie żebrze. Rozpiętość klasy społecznej jak w każdym kraju od ludzi bardzo biednych żyjących w blaszanych chatach nad brzegiem rzeki lub w nędznych dzielnicach, po ludzi obrzydliwie bogatych. Pokazać na ulicy się trzeba. A jaki sposób lepszy niż nowy samochód. W Tajlandii na ulicy nie spotkacie starych samochodów. Polska w porównaniu do Tajlandii to szrot (oczywiście pomijając leasing). Na ulicach dominują pickup-y i suv-y japońskich marek. A skoro o bogactwie i przepychu mowa to czas na króla co się zwie Maha Vajiralongkorn, król Rama X. Jak to król po ojcu królu odziedziczył majątek szacowany na około, gdzieś coś, tak mniej więcej 60 mld $. Mało co go widać w Tajlandii (bo mieszka w Niemczech). Ale za to niemal wszędzie wiszą jego wiecznie młode wizerunki. Hula po świecie, co rusz to się żeni, to rozwodzi.  Jak to król o randze bóstwa, kto mu zabroni.  Ale złego słowa o królu powiedzieć nie można. W końcu to król a nie Adrian. Duchy słyszą i mogą donieść BSW. Zresztą w Tajlandii ogólnie o ludziach i na ludzi złego słowa się nie mówi. Karma podobno wraca. Dlatego lepiej żyć z nią w zgodzie i nie robić innemu co tobie nie miłe. Nam Polakom trudno to zrozumieć. Uśmiechnięci ludzie składający ręce i kłaniający się na powitanie, bez emocji, bez agresji, nieszkodliwi. Jak żyć. Tydzień na wczasach da się wytrzymać :)

Religia: 95% społeczeństwa praktykuje buddyzm. Pozostałe wyznania to islam 4% i chrześcijaństwo 1%. Piszą i mówią, że Tajowie są bardzo religijni. Skoro na każdym rogu ulicy, w domach, w samochodach, w autobusach stawiają kapliczki z darami dziękczynnymi to zapewne są religijni. Ale boją się duchów.  Tak żyją, żeby nie zakłócić karmy, nie zbudzić i nie rozgniewać duchów, których mają co nie miara. „ … my się go boimy, na palcach chodzimy, jak się zbudzi to nas zje … „

Większość mężczyzn przynajmniej raz w życiu wstępuje do klasztoru, żeby na krótszy bądź dłuższy czas zostać mnichem. Uważają, że w ten sposób zasłużą na lepszą karmę przynajmniej dla swoich rodziców. Po okresie pobierania nauk wracają do codziennego życia. Co ważne, na ten czas otrzymują wolne od pracodawców.

Co nam się podobało: Dwa miesiące temu zwiedziliśmy w Bangkoku miejsca objęte programem. Dlatego tym razem mogliśmy sobie pozwolić na swobodę zwiedzania miasta we własnym zakresie i trafiliśmy do ulicznych zakamarków ukrytych przed oczami turystów.

Wyjazd jak do tej pory jeden z lepszych. Ale naszym zdaniem Vietnam niesłusznie pozostający w cieniu rozreklamowanej Tajlandi zrobił na nas większe wrażenie. 

Na szczególne uznanie zasługuje:

  • Tajskie jedzenie: ale o tym w oddzielnym akapicie.
  • Pobyt i nocleg w hotelu na rzece Kwai (wymowa: Kłe): niesamowite miejsce. Hotel stanowi około 25 drewnianych, pozbawionych elektryczności, pływających na rzece domków. Oświetlany jest tylko lampami naftowymi i podręcznymi latarkami. Hotel zapewnia kapoki, dzięki którym w dość bezpieczny sposób można spłynąć z prądem rzeki wzdłuż hotelu (krokodyli i waranów podobno nie ma). A kto odpłynie za daleko i nie chwyci się ostatniej deski ratunku przy hotelowym pomoście to popłynie dalej z prądem i martwi się żeby zostać wyłowionym przez przepływające łodzie. Coś na ten temat wiem. Miejscową atrakcją jest przychodzący każdego ranka do hotelu słoń, którego można karmić. Wieczór i poranek w takim miejscu to niezapomniane wrażenia. 
  • Targ wodny Damnoen Saduak (floating market): miejsce obowiązkowe na turystycznej mapie Tajlandii. Miejsce unikatowe aczkolwiek aktualnie utrzymywane tylko w celach turystycznych. W przeszłości, kiedy komunikacja wodna była codziennością takie targi stanowiły zwyczajne miejsca handlu. Dzisiaj po kanałach pływają tylko pirogi przewożące turystów. To nic, że targ to już fikcja. Ale i tak warto zobaczyć to ciekawe i wyjątkowe miejsce i wyobrazić sobie jak niesamowicie wyglądało i funkcjonowało kilkadziesiąt lat wstecz.
  • Park Narodowy Erawan z 7 wodospadami: nie co dzień ma się możliwość kąpania pod wodospadami a tym bardziej w Parkach Narodowych. A w tym miejscu można, dlatego każdy wskoczył do niemalże lodowatej wody i został poskubany przez sporej wielkości ciekawskie ryby. Dobrze, że tylko ryby a nie warana, który przepłynął dosłownie obok nas. Wodospady są miejscem tłumnie odwiedzanym przez Tajów i turystów dlatego stawiliśmy się w parku o dość wczesnej porze aby uniknąć tłumów ludzi.
  • Patpong Red Light District w Bangkoku oraz Walking Street w Pattaya: czyli ulice z nocnymi klubami i ich symbolem „Ladyboys”. Dla niektórych to główny cel wizyty w Tajlandii. W tym środowisku można dosłownie przebierać wśród osób, z którymi chciałoby się spędzić noc.
  • Jazda tuk – tukiem po Bangkoku. Zawiozą, przywiozą, puszczą muzykę i włączą dyskotekę, czasami poczekają. Szybko, sprawnie, tanio i na wesoło.

Co nam się nie podobało:

  • Ze strony biura i pilota wszystko było dobrze zorganizowane. Ale ! zawsze jest coś i zawsze ta sama sytuacja czyli działanie pilota zmierzające do zachęcenia jak największej grupy osób do skorzystania z gościnności konkretnej restauracji. A co, gdzie i jak opisałem poniżej.
  • Wioska słoni: miejsce, w którym rzekomo słonie traktowane są z należnym zwierzętom szacunkiem., taka niby eko-turystyka. Miejsce oferujące turystom przejażdżki na słoniach, możliwość kąpieli ze słoniem i ich karmienia. Wszystko było by dobrze gdyby Tajowie poprzestali na turystycznej ofercie kąpieli i karmienia słoni oraz oglądania ich w naturalnym środowisku. Ale nie ! Trzeba słonia dosiodłać, wozić od rana do wieczora turystów i w międzyczasie bić i kłuć go po głowie młotkiem. Niestety, żeby słoń wykonywał tak niewolniczą pracę musi być tresowany począwszy od dnia zabrania go od matki. My poprzestaliśmy na kupnie bananów i karmieniu słoni, które akurat nie musiały wozić turystów. U każdego słonia zauważalne były objawy choroby sierocej czyli kiwanie się podczas stania – smutny widok. Każdy indywidualnie podejmuje decyzje czy wspierać tego typu atrakcje. Chcecie zobaczyć zwierzęta w naturalnym środowisku i wspierać ostatnie miejsca ich wolnego pobytu na ziemi to kupcie bilety na safari.  

Pilot wycieczki:  Było ich dwoje tj; Pan Walery i Ewa. Pan Walery kazał się tytułować „Pan” chociaż nie wyglądał.  Zatem z  Panem Walerym mieliśmy kontakt w pierwszym dniu i to wystarczyło. Pan Walery zajął się inną grupą i był to właściwy wybór. Z korzyścią dla nas z nami została Ewa. Stonowana, skromna, miła i kompetentna. No nie było się do czego przyczepić.  Właściwie poprowadziła program, tak że chyba wszyscy byli zadowoleni. Ale żeby nie było tylko pochwał to raz dała ciała. Dla ludzi ważne są szczegóły dotyczące puszystości hotelowych ręczników, ilości programów hotelowej telewizji czy nawiewu w autobusie. A dla mnie wybór dotyczący korzystania z miejscowej kuchni. Było to przy wodospadach zresztą bardzo piękne miejsce. Ewa powiedziała, że w tym dniu, w trakcie przejazdu nie będzie co zjeść, a praktycznie jedynym miejscem na przerwę i lunch są wodospady gdzie nie ma restauracji. To znaczy jest jedna rzekomo rodzinna, którą zachwalała. Wiecie „kuchnia jak u mamy”. Tylko co tu zachwalać skoro nie ma innego wyboru. Nie znając miejsca docelowego zgodziliśmy się na jej propozycję i wykupienie lunchu za 300 batów od osoby  (30 bath = 1 $). Na miejscu okazało się, że było tam 6 restauracji w tym co najmniej jedna z menu w j. polskim.  Niczego tak nie znoszę na wycieczkach jak podstępne działanie pilotów w celu zaprowadzenia do konkretnej restauracji i pozbawienie mnie wyboru. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o ….

Czas lokalny: w Tajlandii należy przestawić zegarki do przodu o 5 / 6 godzin (czas letni i zimowy).

Hotele: Korzystaliśmy z usług hoteli: Bangkok: Hotel Palace, Hotel Palazzo. Pattaya: Hotel Seaside Jomtien. Koh Chang: Hotel Chaichet Resort

Hotele na dobrym poziomie zwłaszcza Bangkok Palace. Dla nas w zupełności wystarczające. Dla innych uczestników wycieczki nie. Nie wiem czego mogło brakować i czego ludzie wymagają. Chyba robota do podcierania tyłka. Lokalizacja hoteli zapewniała szybki dostęp do ważniejszych atrakcji miasta zwłaszcza z hotelu Bangkok Palace. Dzięki czemu tylko kilka kroków dzieliło nas od możliwości obcowania z miejscową kulturą „mister, masaż 1$”. Dojazd spod hoteli zapewniały tuk – tuki.

Jedzenie: Będąc pierwszy raz w Chinach zachwycaliśmy się miejscowym jedzeniem, chociaż chińska chińszczyzna to nie to samo co polska chińszczyzna. Próbując jedzenia w Kambodży chińszczyzna spadła na dalsze miejsce. W Wietnamie posmakowaliśmy dań myśląc, że lepszej kuchni już nie znajdziemy. Ale dopiero w Tajlandii dowiedzieliśmy się jak naprawdę smakuje azjatycka kuchnia. Tajskie dania okazały się najlepszymi spośród tych, które jedliśmy, a na pierwszym miejscu królowała zupa Tom Yum. Do Tajlandii warto wrócić dla jedzenia.

Gdzie zjeść:  W Tajlandii głodni na pewno nie będziecie. Co krok, co ulica wszędzie oferowane jest jedzenie.  Miejsc jest od wyboru do koloru. Od tanich ulicznych garkuchni oferujących jakieś mięso na patyku po drogie restauracje.  Na całe szczęście z Małgorzatą podzielamy te same upodobania i zawsze szukamy miejscowych, niszowych małych restauracji gdzie na pewno dostaniemy dania przygotowane dla mieszkańców. Jak do tej pory z powodzeniem nam się to udawało. Nie stronimy także od ulicznego jedzenia ale w granicach rozsądku. W takich miejscach poznaje się życie i  docenia miejscową kuchnię. To jest to czego szukamy na wyjazdach – miejscowej atmosfery. Dlatego nie dziwcie się jak krytykuję i będę krytykował zachowanie pilotów wycieczek działających na korzyść jednej zaprzyjaźnionej restauracji, jak przy wodospadach i rzece Kwai.

Nad rzeką Kwai szwedzki stół za 400 bth/osoba, wielki spęd turystów i walka o ostatnią łyżkę ryżu.  Czyli mimo 35oC ludzie zjedzą tyle ile uniosą. My w tym czasie spacer, a później sami w zacisznej, miejscowej restauracji z trzema stolikami zamówiliśmy skromne dania dla poznania nowych smaków i cieszyliśmy się chwilą spokoju. Na koniec szejk z dotychczas niepróbowanych owoców i niespiesznym tempem dalej w drogę.

Co zjeść: w Tajlandii wszystko smakuje wyśmienicie a dań jest co niemiara począwszy od szczura na kiju po egzotyczne potrawy. Oczywiście nieodłącznym elementem dań i podstawą kuchni jest ryż, który podawany jest niemal do wszystkiego.  Osoby gustujące w pieczonych robalach także znajdą coś dla siebie. Zarówno w hotelach jak i w ulicznych garkuchniach nie zawiedliśmy się na tajskim menu i dosłownie chłonęliśmy dania wśród których królowała zupa Tom Yum. Jak do tej pory uważałem polską i kresową kuchnię za kuchnię wyjątkową wśród kuchni świata. Tyle rozmaitych zup, klusek, dań z ziemniaków, mięs i kapusty oraz ciast nie ma chyba żadna kuchnia na świecie. Ale kuchnia tajska tak nam podpasowała, że stawiam ją zaraz za kuchnią polską i na pewno będziemy do niej często wracać. Kuchnia tajska nie jest skomplikowana, w końcu to ryż, makaron ryżowy, kurczak, ryby, owoce morze, warzywa, owoce, mleczko kokosowe i przyprawy. Prosto ale przyrządzone w wyjątkowo smaczny sposób. Z zamówieniem nie będzie problemu ponieważ restauracyjne menu posiadają zdjęcia dań. Ale nie koncentrujcie się na nazwach i wybierajcie różne dania tak jak my to robiliśmy.  Kupowaliśmy 4 – 5 dań i dzieliliśmy na 4 osoby. Cześto tak robimy ponieważ dużo nie jemy. W ten sposób mieliśmy możliwość spróbowania wielu pyszności. Ale zawsze jednym i nieodłącznym daniem była zupa Tom Yum  a na wyspie Koh Chang  uliczne naleśniki z bananem i mango. Niebo w gębie.  Będąc na wyspie Koh Chang w hotelu Chaichet Resort mieliśmy tylko 5 minut drogi do rodzinnej restauracji „Thai Food” z ceratami  na stołach, w której były tak pyszne dania, że jedliśmy tam co dziennie. Aż żal było wyjeżdżać. Kto zamawiał tylko jedno danie i najadał się nim do syta to świadomie pozbawiał się wyjątkowych doznań kulinarnych.

Waluta/Ceny: THB – baht. 1 $ = 30 thb. Czy Tajlandia jest tania ? Oczywiście zależy od stanu posiadania i podejścia do życia. Ogólnie to jest tania ale dla Tajów. Dla turystów (pomijając regularne ceny sklepowe) ceny są  wyższe. Mowa oczywiście o codziennych wydatkach.

0,33L piwa = 40 thb (7eleven) = 1,3$ = 4,95 zł.

0,33L piwa = 120 thb (przeciętna restauracja) = 4$ = 15 zł.

Podobnie mają się ceny soków w kartonach (2,5 – 3,5 thb) i butelkowanej wody w popularnej sieci sklepów 7eleven. Odpowiednio droższe niż w Polsce.

Z cenami jedzenia bywa różnie. Zależy od standardu restauracji. Jeżeli pilot wycieczki poleca restaurację to cena wynosi 300 - 400 thb/osoba. Jeżeli sami wybieraliśmy restaurację, z lokalną atmosferą, to cena wynosiła 100 – 150 bth/osoba.  

Przykładowe ceny w restauracji na wyspie Koh Chang, w której było tak pyszne jedzenie, że moglibyśmy w niej zamieszkać. Braliśmy kilka zestawów na cztery osoby: zupa Tom Yum: 100 thb , Fried chicken with cashew nuts 120 thb, Stir fried ginger with chicken 120 thb, Mango & sticku rise 80 thb, Samosa banana & chocolate 80 thb, uliczny naleśnik z bananem lub mango 40/50 thb.

Pogoda: Bardzo ogólny podział to Pora Deszczowa i Pora Sucha. Bardziej szczegółowo możemy wyróżnić: Gorąco i Sucho: marzec – maj. Gorąco i Wilgotno: czerwiec – październik. Ciepło i Sucho: listopad – luty. To najlepszy moment na wyjazd do Tajlandii. Ale jakby nie patrzeć zawsze będzie powyżej 30oC czyli nie do wytrzymania. Myślicie, że w klimatyzowanych sklepach będzie lepiej ? W porównaniu do 30 – 35oC na zewnątrz w sklepach jest zimno bo tylko 18oC. Dla nas 18oC to niemal lato. Ale w Tajlandii takie skoki temperatur są bardzo niekorzystne dla zdrowia.

Internet: W hotelach było darmowe WiFi. Roaming: połączenie głosowe 8 zł min. SMS 2 zł. Internet działał wyjątkowo sprawnie.

Bezpieczeństwo: Przebywając w miejscach turystycznych czy to w dzień czy wieczorami nie ma się czego obawiać. Czy to Red Light District czy Walking Street było bezpiecznie a nawet zachęcająco. Wszędzie jest dużo spacerujących turystów. W końcu Tajlandia to turystyczny raj. Do hotelu zawsze można wrócić  tuk – tukiem. Jednak trzeba być rozważnym korzystając z przygodnych znajomości i gościnności nocnych klubów ponieważ można zostać niemile zaskoczonym bardzo wysokim rachunkiem. A jak nie zapłacisz ……

Co warto kupić: Miejscowa whyski np.; „Hong Thong”. Przyprawy do potraw. Mydełka w kształcie owoców. Ekologiczne kosmetyki.   

Elektryczność: europejskie wtyczki pasują do gniazd elektrycznych.

Toalety: jak to w Azji wyposażone w prysznic. Ale bez obaw. Znają zachowanie Europejczyków i dostarczają papier toaletowy.

 

CO ZOBACZYĆ:

Bangkok:  

  • Red Light District & Patpong Night Bazar: coś w rodzaju „dzielnicy czerwonych latarni” w Holandii.  Nocna dzielnica rozrywki z klubami dla dorosłych ale także z klubami dyskotekowymi, do której mężczyźni lgną jak ćmy do światła. W „co ciemniejszych” uliczkach Nocnej Dzielnicy można poznać prawdziwe uroki nocnego życia, którego symbolem są „Ladyboys”. Każdy spragniony cielesnych uciech na pewno znajdzie obiekt swoich pożądań. Ale pamiętajcie, jak za ładna z przesadną gestykulacją to podejrzane. Wszystko ładnie, pięknie, ale niestety w tym niecnym procederze wykorzystywane są osoby małoletnie, na których usługi o zgrozo jest pobyt.
  • Baiyoke Sky Hotel: 78 piętrowy wieżowiec z obrotowym tarasem widokowym, na który wjeżdża się przeszkloną windą.  Wejściówka połączona z open bufetem 1400 bth/osoba. Na miejscu byliśmy pod wieczór, tak że mieliśmy okazję oglądać panoramę miasta w dzień i w nocy. Zaskakująca jest restauracja w tak rzekomo luksusowym wieżowcu. Nie wiedząc, że wieżowiec ma już swoje lata świetności za sobą, wyposażenie rodem z PRL może zaskoczyć tak jak nas zaskoczył wystrój restauracji. Po prostu „Bar Mleczny”. Do pełni wyposażenia brakowało tylko łyżek na łańcuchu. Ale trzeba przyznać jedzenie jak to w Tajlandii rewelacyjne. O cenie piwa wspominałem wcześniej 0,33L – 20 zł.  
  • Rejs łodzią po rzece Chao Praya: w czasie godzinnego rejsu podczas pływania po kanałach można oglądać życie mieszkańców mieszkających nad brzegiem rzeki jakże inne od miejskiego zgiełku. W programie karmienie ryb.
  • Wat Phra Kaew: Świątynia Szmaragdowego Buddy. Najsłynniejsza w Tajlandii świątynia buddyjska. W świątyni znajduje się niewielki posąg buddy podobno cały wykonany ze złota.
  • Wat Arun: Świątynia Świtu. Najbardziej okazała świątynia w Bangkoku.
  • Wat Benchama Bophit: nie największa ale chyba najbardziej okazała, najładniejsza świątynia w Bangkoku zbudowana z włoskiego, białego marmuru. 
  • Wat Pho: najstarsza buddyjska świątynia w Bangkoku z kilkunastometrowym posągiem leżącego Buddy.
  • Pałac Królewski (XVIIIw): jak królewski to wiadomo że największy, najlepszy i w ogóle „naj”. Jest to rozległy kompleks składający się w wielu świątyń, pagód, posągów, budynków. Na terenie Wielkiego Pałacu znajduje się Świątynia Szmaragdowego Buddy.
  • Pattaya: miasto położone nad morzem. Z niewielkiej wioski rybackiej rozwinęło się do aktualnie popularnego kurortu tętniącego życiem całą dobę, zwłaszcza w nocy na „Walking Street". Jak to kurort oferuje szeroki wachlarz rozrywek począwszy od plażowania i masażu dla leniwych poprzez aktywne sporty wodne do nocnej rozrywki w dzielnicy na „Walking Street”.  Przez 10 dni jest co robić. Czas z dziećmi można spędzić w Parku Wodnym: Cartoon Network Amazone Waterpark, Muzeum Pluszowego Misia: Teddy Bear Museum, Zoo z tygrysami: Sriracha Tiger Zoo, Ogrodzie Botanicznym: Nong Nooch Tropical Botanic Garden. Ponadto jest farma węży i farma krokodyli.
  • 2 dniowa wycieczki z noclegiem nad Rzeką Kwai (fakultatywna): naprawdę warto. Dla osób lubiących kontakt z przyrodą nie będzie to czas zmarnowany. Jest to hotel składający się z 30 drewnianych domków położonych na tratwach na rzece, do którego dopływa się łodzią. Hotel pozbawiony jest prądu dzięki czemu spędzony tam czas można rzeczywiście przeznaczyć na chwilę relaksu. Miejscową atrakcją jest spływ rzeką w kapokach, wizyta w pobliskiej wiosce Monów oraz karmienie słonia, który co rano przychodzi do hotelu. Ale największą atrakcją i niecodziennym doznaniem muzycznym jest skromny koncert mieszkańców wioski Monów. Ludzie ! takiego jazgotu, braku koordynacji dźwiękowo-wokalno-tanecznej jeszcze nie słyszałem. To trzeba przeżyć. Ale chwali się, że próbują i podtrzymują lokalną kulturę.
  • Targ wodny Damnoen Saduak (floating market): miejsce obowiązkowe na turystycznej mapie Tajlandii. Miejsce unikatowe aczkolwiek aktualnie utrzymywane tylko w celach turystycznych. Dzisiaj po kanałach pływają tylko pirogi przewożące turystów a pomiędzy nimi kobiety na pirogach oferujące towary.  To nic, że targ to już fikcja. Ale i tak warto zobaczyć to ciekawe i wyjątkowe miejsce i wyobrazić sobie jak niesamowicie wyglądało i funkcjonowało kilkadziesiąt lat wstecz.
  • Most na rzece Kwai i „Kolej Śmierci”: tak, ten słynny filmowy most budowany dla Japończyków przez brytyjskich (w filmie) jeńców wojennych. Powstał jako element trasy kolejowej z Tajlandii do Birmy. Niestety budowa trasy kolejowej została okupiona dziesiątkami tysięcy ofiar wśród zmuszonych do pracy żołnierzy przez co zyskała nazwę „Kolej Śmierci” Jak wiele podobnych obiektów okupionych ciężka pracą i śmiercią teraz jest punktem na turystycznej mapie Tajlandii. Po trasie „Kolei Śmierci” aktualnie jeździ pociąg wożący turystów.
  • Park Narodowy Erawan: mimo że to Park Narodowy to znajdujący się w nim 7 poziomowy wodospad został udostępniony do kąpiel. Pomimo lodowatej wody kąpiel w takim miejscu na długo pozostanie  niezapomnianym wrażeniem.
  • Fabryka wyrobów jubilerskich: wycieczka nie byłaby wycieczką jakby organizator na przymus nie zaciągnął ludzi do fabryki miejscowych wyrobów. Tym razem trafiliśmy do fabryki wyrobów jubilerskich. Nasza ciekawość nie miała granic :/
  • Wioska słoni: łał ! będziemy jeździć na słoniu ! zajebiście ! Tylko jakoś dla słonia nie. Wioska nie wioska, w każdym razie miejsce oferujące turystom przejażdżki na słoniach, możliwość kąpieli ze słoniem i ich karmienia. Kąpiel i karmienie owszem. Zabawa dla ludzi i słoni. Ale jazda na słoniu, NIE. Wymęczone całodniowym wożeniem opasłych turystów. W chwili odpoczynku tylko się kiwają przywiązane łańcuchem do drzewa.
  • Plantacja palm kokosowych: w trakcie przejazdu postój na plantacji z możliwością obejrzenia sposobu przetwarzania palm i zakupu wykonanych z nich produktów chociażby w postaci oleju palmowego, cukru palmowego, kosmetyków z ich dodatkiem. Należy zwrócić uwagę na fakt, że światowe korporacje używające do produkcji swoich wyrobów spożywczych składników w postaci oleju palmowego (bo tańszy) poprzez nadmierną eksploatację przyczyniają się do niszczenia środowisk.
  • Wyspa Koh Chang: 3 co do wielkości wyspa Tajlandii po Phuket i Ko Samui. Tak, że jest co robić. Na wyspę można dostać się małym samolotem lub tak jak my busem i promem, który płynie około 40 minut. Przyjemność pobytu na wyspie uzależniona jest oczywiście od standardu podróżującego i miejsca zapewniającego mniejszy lub większy luksus w co wliczamy spanie na hamaku przy plaży. Zarówno backpackers jak i człowiek nieliczący się z pieniędzmi znajdą dogodne dla siebie miejsce. Tylko, który z nich tak naprawdę był w Tajlandii? Wyspa oferuje różne możliwości spędzania czasu począwszy od lenistwa na plaży lub przy basenie poprzez aktywne sporty wodne tj: żeglarstwo, wędkarstwo morskie, kajaki, nurkowanie: zgodnie z opisem miejscowych map można spotkać rekina tygrysiego, piesze lub zmotoryzowane zwiedzanie wyspy z możliwością oglądania wodospadów czy rezerwatu słoni, parki linowe itp.  Z organizacją wypoczynku nie będzie problemu. Każdy hotel lub przyhotelowe firmy organizują wszystkie opisane atrakcje.

Warto obejrzeć:

  • Most na rzece Kwai (1957r.).
  • Piękny bokser (2003r). Film o narodowym sporcie Tajlandii Muay Thai poruszający temat  tożsamości płci.

Warto przeczytać:

  • Człowiek w przystępnej cenie (Urszula Jabłońska 2019)
  • Most na rzece Kwai (Le Pont de la Rivière Kwai z 1952r. autor: Pierre François Marie Louis Boulle)

Video travelzoom.pl:

     

Dodaj opinię: komentarze & opinie

 

niedziela, 29 marzec 2020